Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moje "kraszanki"-obdarowanki:). Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moje "kraszanki"-obdarowanki:). Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 października 2010

Dziewczynkowe literki:)






Dawno ,dawno temu,żeby nie napisać baaardzo dawno temu dostałam specjalne zlecenie:)
Od małej księżniczki Igi:)
Obiecałam zrobić dla Niej dziewczynkowe obrazki z literkami,z Jej imieniem.

I jak to się skończyło??
Ostro wzięłam się do roboty zaraz następnego dnia...a potem zrobiłam sobie przerwę...bardzo dłuuugą przerwę.
W międzyczasie złapał mnie moralniak,że niesłowna jestem i takie tam:(
...Gnębił mnie do wczoraj!
I wczoraj znów ostro wzięłam się do roboty!!
Co z tego wynikło??? (wyniknęło?!?!-znów mam problem-chyba się cofam:( )
Zobaczcie same...

Obrazeczki gotowe,słodziakowe.księżniczkowe,zgodnie z zamówieniem:)
Mam nadzieję,że obdarowana będzie zadowolona!!








Docelowo mają zawisnąć w pionie w wąskiej przestrzeni,przy drzwiach pokoiku wyżej wymienionej Księżniczki.

Stąd kukardka nad "I" i dyndający cwiatek pod "a"-to tak,żeby nie było niejasności!:):):)

To i tak dopiero połowa zlecenia:)
Bo Księżniczki są dwie,ale ta druga jeszcze taka tyci ,tyci,więc raczej nie potrafi sie jeszcze gniewać i wybaczy ciotce klotce,gdy obdaruje Ją za jakiś czas!:)...mam nadzieję!!!hihi


Oczywiście w całym przedsięwzięciu obowiązkowo pomagał mi "Pomagacz":):):):)
A jakże by inaczej!?

"Pomagacz "dzielny jest!!!I zawsze się melduje!:)




Całusy posyłam i miłego kolejnego popołudnia i wieczoru życzę ponownie...sobie i Wam wszystkim!


Kasia

czwartek, 16 września 2010

Stara torba Tatina i moje małe twory:)




...Kocham mój ogród...jesienią też!!

Ale u mnie jakoś jesieni za bardzo nie widać...no...może troszkę!!!Kilka żółtych listków czereśni rzeczywiście można znależć,ale to by chyba było na tyle!
Słońce namiętnie do nas zagląda!Jest naprawdę miło i pięknie.

Lubią posiedzieć otulona kocykiem i z przymrużonymi oczami patrzeć na wirujące płomyki świeczuch,które są z nami zawsze i od zawsze:)Taki fiś!:)

Moi chłopcy tez się cieszą z tych słonecznych dni!!Największy chłopiec (czyt.mój mąż:)) kupił sobie dzisiaj nowy wymarzony rower i od razu porwał najmniejszego na jazdy próbne ścieżkami leśnymi!:)Cieszyli się obydwaj jednakowo.
Takie małe rzeczy...a dają tyle radości...Cieszę się,że Piotr lubi spędzać czas z chłopcami...łączą ich takie" męskie sprawy":)
Jutro znów największy porywa najmniejszego i wyruszają na męską 3dniową wyprawę nad morze...chyba Słowiński Park Narodowy...rower obowiązkowo jedzie z nimi!:):)


No.........o czym ja to pisałam....aaaa....i w tym moim ogrodzie tak milutko nadal jest!
I coś tam jeszcze kombinuję,póki snieg nie spadnie i nie zakryje wszystkiego.Posadziłam 1000 cebulek:)hi hi ,i już się nie mogę doczekać wiosny,gdy wyjdą z ziemi i zakwitną tysiącem barw!

I wytargałam starą torbę mojego Taty.Leżała odłogiem w komórce,ma pewnie ze 30 lat,bo doskonale pamiętam jak mój Stasiek w czasach "wczesny Gierek" śmigał z nią codziennie do pracy.Był kierownikiem szanowanej wtedy,dużej firmy.Wkładał stosy papierów,Mama dorzucała stosik kanapek i termos,a po 15tej torba wracała...lżejsza o ciężar kanapek i herbatki z termosu!I tak co dzień!
Z sentymentem wspominam te czasy,mała byłam i czekałam na Tatę utęsniona,razem z moim kundlem,który wył na całą okolicę słysząc dwusuwowy silnik naszej Syrenki (to nasza ówczesna fura!!Wypasiona!Pachniała nowością ze dwa lata:))

Chyba mnie jakaś melancholia naszła ,patrzę...ale co mi tam...fajnie tak powspominać!:)

...Nooo...i wyszorowałam te torbichę,przprosiłam i wpakowałam do ogrodu,bo do domu nie było szans!Mój mąż z urzędu przeznaczony znów mnie wyprzedził i lumpy kazał w ogrodzie zostawić!:)
Zamierzam właśnie kupić najcudniejszą chryzantemę(UWIELBIAM!) w naszej mieścinie i ją w torbie ulokować,ale póki co................









Bluszcz zielony nadal,rządzi się,zarósł całe ściany!




Gdzieniegdzie tylko zielony kolor zmienia się na inny...

I żeby nie było ,że się tak rozmarzyłam i nic już więcej nie robię...nie,nie...to nie ja...mnie nosi od 6rano do conajmniej 22giej:)Czasami i dłużej:)

I kreatywnie musi troszkę być.
I powstają małe twory...taka drobnica...







*****


...Spokojnej nocki...

Kaja

środa, 28 lipca 2010

...Tyle radości...

....Czasem mam takie dni,że niby nic wyjątkowego się nie zdarzyło,nic wielkiego i nic ważnego,a jednak to ,co się zdarzyło, daje mi tyle radości!Dzisiejszy dzień śmiało mogę do takich właśnie zaliczyć!

Rano zadzwonił mój mąż,który wyjechał na dwa dni i zakomunikował mi,że właśnie kupił super płytki na kawałek podłogi koło naszego, tworzącego się w dalszym ciągu kominka,a nawet pieca:)hihi.Jutro dopiero je zobaczę,ale podobno są lux!Cały Wrocław zjeżdziliśmy w poszukiwaniu takich i lipa,nawet najbardziej wypasione salony z płytkami i gresem takich nie mają.Piter znalazł w internecie,a że Pan je produkuje w rejonie Zielonej Góry,a to rejon,jaki mój mąż w pracy obsługuje,to przy okazji po nie podjechał...Wariaty z nas,wiem,ale już tak mamy,zwłaszcza ja-jak sobie coś ubzduram,to niebo i ziemię poruszę,aby zdobyć.Płytki robione są ze starych,rozbiórkowych cegieł,nierówne,jakby stare...
To podłoga,a nawet zaledwie jej kawałek przy kominku,gdzie wycięliśmy panel.

A w promocji dotarły też drzwiczki ze starego pieca,pewnie też po babci:)hihi
Zamówione na allegro.Stare,oczyszczone...mają być ozdobą kominka i przy okazji częściowo kratką wentylacyjną.

Nasz kominek jest naszego projektu i ubzduraliśmy sobie różne detale,które teraz zdobywamy jak tylko się da!Robota chwilowo stoi,a my czekamy!Jeszcze cegiełki do oklejenia całości,też będą lada moment.







A od Iwonki dostałam,a raczej wyżebrałam takie skrzynki.Wiedziałam do kogo uderzyć,Iwonka -moja kumpela ma sad i piękne jabłucha co roku.I tak mi po głowie chodziło,że pewnie też ma stare fajne skrzynki,co je można na wszelaki sposób wykorzystać.

Ja na razie je oczyszczę i osuszę i na pewno staną w moim podbalkonowym raju!Bo muszę sie Wam pochwalić,że właśnie przez ten kominkowy przestój,tam troszeczkę się dzieje:ściana pomalowana,odświeżona,deski już leżą dawno na podłodze,a na części tuż obok dech będzie żwir płukany,taki ładny...jutro jadę go osobiście wybrać.Sprzątałam dziś to miejsce w pocie czoła i dzielnie "pomagał" mi mój bardzo dorosły już-3letni od wczoraj-Pomocnik...synuś ma się rozumieć!

Może w skrzynkach będą jakieś kwiatuchy,albo szyszki...i to wszystko w towarzystwie starych kań po mleku... też czekają na strychu...

Na stare okna właśnie szyję jutowe a la rolety rzymskie...czy jak je tam nazwiecie...




Skrzynki i juta na roletki
A może jakieś inne pomysły macie na aranżację tych skrzynek??Chętnie poczytam.
I hortensja z mojego ogrodu...pięknie kwitnie...a teraz mogę się nią cieszyć także w domu,natargałam do bukietu!


I tak mnie ten kawałek ogrodu cieszy.Rośliny w nim szaleją razem ze mną,chyba z miłości wzajemnej.Zobaczcie,co wyprawia bluszcz na ścianie,właśnie szykował się,aby wleżć sobie bez pytania do naszego salonu.
I marny jego żywot...z bólem w sercu,całą tę frontową ścianę właśnie wycięliśmy.Myślałam ,że się pobeczę,ale odrośnie...tak się pocieszam!Malowanie było ,a z bluszczem nie było szans.Teraz jest łyso i be!!



A tu na balkonie...ten dziwny stwór,biały ,podłużny to zabezpieczony przewód,który ma pewnie jakieś 5lat i lampy oczekuje bidulek...i właśnie zakupiona...fajna,w starym stylu...lada moment zawiśnie!


Oooo....i widzicie...niby nic się nie dzieje...a ja cieszę się tymi drobiazgami wszystkimi jak mały Kazio:)I nieważne,że się natyrałam od rana w ogrodzie w pocie czoła,bo jeszcze mi się pergoli dla kokornaka zachciało,bo też gościu szaleje i musiałam mu pomóc!I nieważne,że potem musiałam choć na troszkę do pracy polecieć i się ogarnąć, a tu wody w kranie nie ma!hihi Butelka mineralnej była...
I nieważne,że panowie mi na ulicy kuli dziurę w asfalcie i woda lała mi się na ogród 2 godziny...
I nieważne,że mogłam na to wpaść,że wody nie będzie...ale po co!!Jak blondynka przysłowiowa normalnie...(Nie obrażając blondynek!)!

Ale i tak to był fajny dzień,nawet bez tej wody...zwykły fajny dzień:)






I jeszcze muszę dokonać 2części chwalenia się moimi tworami,nagrodami w sękaczowej zagadce!

Druga spryciula,co znała sękacza to była Tula!Tula to, póki co, nieblogowa babeczka,plastyk,milutka,zamieniłyśmy kilka słów i właśnie dziś dostałam od Niej maila.Jej tez sękacz smakował!Może nie będę zbyt skromna...ale zastanawiam sięj czy on mógłby komuś nie smakować?
Jeszcze raz pozdrawiam Panią Ewę,co te pyszności wypieka!



A dla Tuli przygotowałam kolejną lnianą podusię z aplikacją szydełkową.



...oraz skrzyneczkę,pudełeczko...pewnie je poznajecie,zakupione na giełdzie staroci.Miała taki cepeliowy motyw na wieku...przerobiłam w swoim stylu





Nooo....i jeszcze mi Madzia została...ale ja sobie zostawię na deser:):)To bardzo cierpliwa kobita!Czekała,czekała,ale się doczekała...i nawet na sękacza się jeszcze załapała:)U nas już został ostatni krążek,taki z samego dołu...ukryłam go głęboko i zamierzam nim poczęstować znajomych w sobotę na grillu...Chyba ,że mój Piter go wywęszy wcześniej i zrobi mi SUPRISE!:)Zdarzają mu się takie hity...znika cała czekolada,a zostaje cały papierek...i cały pusty!!Ciekawe dlaczego nie znika z czekoladą?hihihi...łasuchy tak mają!

O Madzi i drobiazgach dla niej następnym razem.

Ściskam Was kochane wieczorową porą...kaja

niedziela, 18 lipca 2010

"Łódkowe"twory,czajniczek od bucowatego pana i wspomnienia z wakacji-cz.1:)


Moje ulubione stare schody!!!!Mój młodszy synek wierzy namiętnie,że chodzi nimi leśny czarodziej,a ja usiłuję od wczoraj zejść nimi po prostu na ziemię i za nic mi to nie wychodzi!!!

Już dzisiaj na siłę zerkam przez balkon i tłumaczę sobie"babo patrz,z nieba leje,w kalendarzu jutro poniedziałek jak nic...do pracy!!!"Żyję jeszcze wyjazdem,jestem rozleniwiona do granic możliwości,nawet walizki mi się nie chciało rozpakować,jakbym wierzyła,że jeszcze gdzieś pojadę...a tu lipa-KONIEC!!!!!

I cóż mi pozostało??Tysiąc słonecznych fotek,masa pięknych miejsc w pamięci,dobre wschodnie jadło...ogólnie baaardzo pozytywne wibracje i wspomnienia!
Dzielę się nimi i witam Was kochane baby po dosyć długiej nieobecności!Dziekuję,że pisałyście do mnie w międzyczasie!Mocno odizolowałam się od komputera,zerknęłam tylko ze 3razy,chciałam się totalnie zresetować...i chyba mi się udało!

Dużo bym tu chciała przekazać,a najlepiej to wszystko od razu,bo ja taki narwaniec jestem,ale nie...nabiore trochę ogłady i poukładam to wszystko jakoś,aby miało ręce i nogi:)

Przepraszam,że sie powtarzam,bo znów Suwalszczyzna,świadomy wybór!!Ale co poradzę,że naprawde ją tak kocham!Kto tam był ,ten pewnie mnie rozumie,prawda??Obiecuję,że następne wakacje,to będzie może Szwecja,albo Norwegia...ech...Taki jest plan!

Fajne klimatyczne knajpy i dobre kresowe dania,łącznie z sękaczami,które stamtąd przytargałam,zostawię na deser!Monotematyczna może troszkę jestem,bo w ostatnim moim poście o sękaczu było,ale to nie był sękacz,tylko jego resztka...w moim domu zawsze znika w tempie turbo...teraz zreszta jest podobnie,ale zapobiegawczo obfociłam je od razu!!Ale o nich może w kolejnych postach!

Dzisiaj ogólny zarys:piękna pogoda,śmiało rzeknę,że tropiki,w każdą stronę rzut beretem nad jezioro,Wigry przepłynęłam z moim Piterem wzdłuż i wszerz,w Hańczy tez pomoczyłam nogi,sławna Rospuda płynie za domem dziadka Janka,a Czarną Hańczę pokonaliśmy rekreacyjnie kajakami z naszymi przyjaciółmi!
Nie próżnowałam...uwierzcie...bite 2 tygodnie bardzo aktywne,przeplatane leniuchowaniem nad wodą,tak jak lubię!

Na ryby mnie nawet mężyk mój kochany raz wyciągnął...tak,tak wyciągnął,bo pory dnia,w jakich on tam uderza są dla mnie lekko kosmiczne!!-pobudka 3.30!!!Środek nocy,ale ufam mu bardzo i tak ,jak zapewniał-warto było!Wypożyczył łódż na jezioro Wigry,na płaskiej tafli wody otulona polarkiem powitałam przepiękny wschód słońca!Cudny widok,Wigry to ogromne jezioro i czyste.Wokół łódki pływała łabędzica z młodymi,perkozy nurkowały co chwila i podbierały Pitowi ryby:):)hihi,nawet kormorany spotkałam...pierwszy raz!

A jak już słoneczko było wysoko i polarki można było zdjąć,zaczęło się opalanko.Piotr zapełniał swoją siateczkę rybkami,ciesząc się przy tym jak mały,a ja wyjęłam swoje"kraszanki",co je ze sobą na łódkę powlekłam (łódż duża,uwierzcie,czteroosobowa) i tworzyłam!!

Dla dzieciaków gromadki,od kuzynów i ciotków:):)A co...koniec kupowanej chińszczyzny za grube pieniądze.Handmade 100%-niech się uczą,jak zrobić cos z niczego:)

I tak oto powstały moje "łódkowe"twory,które to sesję też"łódkową" miały:)

Zawieszka filcowa dla małego Danielka,syncia siostry Pitera!.
Wyszła całkiem całkiem,nawet starszy jego brat zamówił taką dla siebie,tylko "z czachą"(czyt.trupią czachą!)-ble,nie lubię...ale cóż...muszę zrobić-nie ma zmiłuj się,słowo się rzekło!


Guzikowe koła...teściowa obdarowała mnie toną przeróżnych guzików,fajowych,kolorowych-kochana baba!!...wie,co tygrysy lubią najbardziej:)





I migaweczki suwalskie...


Tony poziomek w Wigierskim Parku...mniam,mniam...zrobiłam z nich Pavlową-bezową z przepisu Ushii-pycha!!

Klasztor Kamedułów nad Wigrami...z przystani obok wypływaliśmy na ryby.

Wigry-wschód słóńca...warto było wstać..



Perkoz



Piękne łabedzie z malutkimi

.....
Radości cała masa każdego dnia!!
Moje szogunki to prawdziwe Wodniki Szuwarki,z wody wołami nie mogłam ich wyciągnąć,ale co tam...przy tych temperaturach nie robiłam z tego żadnego problemu !!Radość dziecka najważniejsza-co widać na załączonych obrazkach:)

Nasz tegoroczny urlop zaliczam zatem do udanych!Czuję się zrelaksowana,bateryjki naładowane,pogoda jak na zamówienie,wymarzona nad jeziora!


Aaaaa.....i moje ulubione klekoty!!!....ich jest tam więcej niż ludzi ...i to jest wieeelka zaleta Suwalszczyzny...nie ma dzikikiego tłumu,bo jak widziałam w mediach,co w te upały działo się nad naszym morzem,to dziękuję-niekoniecznie!!!

I nie to,żebym jeszcze na "coś" liczyła,też dziękuję-niekoniecznie!!!...Ale lubię bociany i już!!!Są dla mnie jakimś takim pozytywnym znakiem,jak tęcza na niebie!!

Potrafią nawet w 5 szt siedzieć sobie w gniazdku w równym rzędzie,jakby pozowały...

...I są dosłownie wszędzie...




I jeszcze drobiazgi dla Kasi-chrześnicy Piotra...potfelik na drobiazgi dziewczynkowe




Serducho-zawieszka,tudzież brelok do kluczy


Zakładka do książki
Napis KASIA słabo widoczny na tym zdjęciu,robiłam je w biegu

Mała zawieszka z resztek filcu...chapnęła ją Ola:)
Ach....i jeszcze muszę się Wam pochwalić moim nowym białym starociowym imbryczkiem.Niby taki zwykły,ale ładny ,w idealnym stanie!Szukałam takiego,ale wymarzyłam sobie zielony-mój ulubiony kolor!...Bo wczesniej taką kutą podkładkę na tea-lighta wyszperałam i czekała na czajniczek...i sie doczekała!

W miejscowości Żytkiejmy natknęlismy się na SKANSEN-wielka stodoła,dwie kondygnacje wypełnione starociami!Dużo fajnych rzeczy...jedynie młody pan,co tego miejsca stróżem jest,a może właścicielem...buc!!!Niekontaktowy totalnie,głowe trzymał w druga stronę jak do nas mówił!Przebuszowałam mu te graty i nawet mnie chwilami poniosło ,żeby targać coś do siebie,ale mój stróż(czyt.mąż!)szybko sprowadził mnie na ziemię,że owszem,nasze auto to duży van,ale ma swoje granice,w przeciwieństwie do mnie!I jak załaduję te swoje wielkie bukiety do suszenia
,metrowe sękacze i Bóg wie,co jeszcze,to na PKS-a będę musiała iść-a nie polecał-12 godzin jedzie do Wrocławia-niekoniecznie-wyluzowałam więc!Wzięłam tylko czajniczek za 10 zł i skrzyneczkę drewniana za drugie 10,co ją juz machnęłam akrylową,bo nagrodę tworzę dla babek,co odgadły moją zagadkę z poprzedniego posta!
Ach...wspomnieć jeszcze na pocieszenie moje należy,że pan oprócz skwaszonej miny miał takie ceny,że w stolicy naszej pewnie taniej!...No...i juz mi lżej,że nie mogłam zaszaleć...wariatka!





Ech...ale się napisałam...no wariatka...tak juz mam-PRZEPRASZAM!


Pozdrawiam Was juz poniedziałkowo,bo to 1.03!Dziękuję za wytrwałość i trzymajcie kciuki,abym jutro w końcu wróciła do szarej rzeczywistości!Mua